Wyświetlam 1 - 10 z 68 notek

Piątek czyli nowego życia początek. Córka jedzie do swojego domu

  • Napisane 16 sierpnia 2016 o 17:08

Nawet spałam w nocy. Dziwne, bo często reaguje bezsennością na sytuacje stresowe. Owszem, trochę obniżyła mi się odporność przez stres ale poszło i tak całkiem nieźle. Rano wystrojeni pojechaliśmy na sprawę do sądu. Sędzia przesłuchał nas – pytano o sytuacje materialną, zdrowotną, o plany na przyszłość, o prace, o nasze małżeństwo o wyobrażenia dotyczące dziecka.

Mimo to było bardzo w porządku. Przychylnie na nas patrzono, chociaż wszystko było u wyglądało bardzo poważanie. W wielkiej sali z ławkami i miejscem na środku do przemowy z mikrofonem. Na przeciw wielki stół – przy nim sędzia, 2 ławników i protokolant.

Wszystko poszło po naszej myśli i dostaliśmy papier, że dziecko natychmiast może zamieszkać u nas. I wte pędy pojechaliśmy aby zabrać do domu nowego członka rodziny.

Z jednej strony chciałam tam być jak najszybciej a z drugiej potwornie się bałam tak wielkiej zmiany. Tego, że już nigdy nie będziemy we dwoje. A z drugiej strony – tyle lat na to czekałam.

Dziecinka nasza podobno powinna spać w momencie naszego przyjazdu – panie mówiły, że chyba czuje, że coś się zmienia i że czekała na mamusie i tatusia.

Ubraliśmy ją w ubranka nasze, nowe, kupione specjalnie dla niej. Wyglądała jak mały aniołek. Usiadła w foteliku i pojechała w podróż życia.

Ja siedziałam z nią z tyłu, na przemian robiłam zdjęcia i płakałam ze szczęścia. Sen się spełnił. Marzenie się spełniło. Mamy dziecko.

Witaj córeczko, czyli pierwsze spotkanie z naszym szczęściem

  • Napisane 2 sierpnia 2016 o 10:37

Weekend o dziwo minął nam szybko. A w poniedziałek rano ruszyliśmy w drogę. Pierwszym punktem wycieczki było uzupełnienie dokumentacji – (podpisanie wniosku do sądu). W drodze do córki pojechaliśmy najpierw do sądu aby złożyć wniosek o adopcję. W sądzie dowiedzieliśmy się, że sprawa o zmianę miejsca zamieszkania naszej córki odbędzie się za 5 dni :) Czyli mamy poniedziałek w piątek nasza dziewczynka jedzie z nami do DOMU.

Pojechaliśmy do placówki, w której była nasza malutka. Zabraliśmy ze sobą tonę owoców dla starszych dzieciaków. Dla córeczki kocyk – pachnący domem, zabawkę i ubranka.

Nasza kruszynka leżała w wózeczku. Była taka śliczna i bezbronna. Ufnie spojrzała na nas a ja od razu wzięłam ją na ręce. Mąż robił zdjęcia i w jego oczach widziałam : „daj mi ją też potrzymać, twoja kolej minęła”

Potem ją przewinęłam, dałam jej pić a na koniec usnęla na moich rękach. Bardzo to było wzruszające.

Niestety wizyta była krótka, bo opiekunka z ośrodka, która musiała być przy pierwszej wizycie, śpieszyła się do swoich obowiązków, ale świadomość, że jedziemy przygotowywać wszystko na przyjęcie córki do domu dodawała nam skrzydeł.

Pojechaliśmy potem do galerii handlowej na obiad i zakupy ciuchowe dla dzieciątka. Już wiedzieliśmy jak wygląda, jakiej jest płci i można było zaszaleć, żeby miała wszystko to, na co zasługuje.

Przed nami 4 dni przygotowań…. na totalną zmianę życia.

Wizyta w ośrodku, przedstawienie dziecka

  • Napisane 2 sierpnia 2016 o 10:04

Jakieś 14 godzin po telefonie byliśmy w ośrodku. Spotkanie było z opiekunką z kursu, która pokazała nam zdjęcie… I co ?!

Łzy kapały, serce biło jak oszalałe. Wiedziałam od razu, że to moja córeczka. Te wielkie, śmiejące się oczy… Niesamowite doświadczenie. Potem potok słów – a urodziła się tu i tu, teraz przebywa tu, wcześniej tu. Biologiczna mama to to i to. Medycznie to to i to. Opiekunka mówiła tyle informacji, że zapamiętałam może 1/4. Ale jakie to ma znaczenie, skoro wiem, że jakieś 100 km ode mnie jest MOJE DZIECKO? To wszystko działo się w piątek. Zaproponowano nam wizytę u niej w poniedziałek. Taka wizyta ma pomóc podjąć decyzję czy się jest gotowym i pewnym, że się chce adoptować to dziecko.

My nie musieliśmy jej widzieć aby wiedzieć. TAK to ONA. I już nic tego nie zmieni.

Zdjęcie dostaliśmy do domu. Wysłaliśmy wszystkim, którzy przychodzili nam do głowy. Gratulacji nie było końca. A ja pół weekendu patrzyłam na nią. Na te wielkie oczy i uśmiech na twarzy.

Pisząc to, ryczę jak głupia, chociaż minęło już prawie 5 miesięcy.

 

CDN

Telefon zadzwonił…. a nasze serca waliły jak oszalałe

  • Napisane 2 sierpnia 2016 o 07:59

W marcu… wieczorem… po godzinie 20 kiedy to oglądaliśmy Nasz nowy dom… czyli w czwartek. Zadzwonił telefon z ośrodka.

Cześć…. co u Was słychać?

Yyyy cześć w porządku ale czemu dzwonisz o tak późnej porze?

Mam dla Was dziecko – powiedziała opiekunka nasza z kursu.

Ziemia zaczęła mi wirować przed oczami. Łzy zalały oczy, uśmiech miałam od ucha do ucha, ręce telepały się, że nie mogłam utrzymać komórki w nich.

- przyjedzcie jutro do ośrodka to porozmawiamy.

-Chwila… nie zostawiaj nas tak bez żadnej informacji. Powiedz coś o dziecku…

- Hmmmm moge Wam tylko powiedzieć , że ma na imię…. (nie chcemy ujawniać, ale ma to być dziewczynka) i ma 2,5 miesiąca.

Co u nas w domu się działo…. Nie wiem czy ktokolwiek widział kiedyś taką radość. Zaczęliśmy wydzwaniać do znajomych z kursu. Jedna para (z ulubionych) dostała telefon tydzień wcześniej – mieli mieć córeczkę 2 miesiące i 3 tygodnie. Jeszcze jedna para prawie miesiąc wcześniej otrzymała dobrą nowinę – oni „urodzili” córkę 3 letnią.

Kiedy zadzwoniłam jeszcze do jednej z ulubionych par, zanim się odezwałam usłyszałam tylko: „Zadzwonili?”

Wszyscy sobie kibicowaliśmy. Czekaliśmy na każde jedno dziecko jak na swoje.

I wreszcie MY. Nasze dziecko odnalazło rodziców, a my swoje największe szczęście. Jak tu wytrzymać tyle godzin do wizyty w ośrodku…  Mama moja się popłakała. Też czekała na swoją wnusię.

Ciąg dalszy nastąpi :)

Muszę przebrać córeczkę bo się obudziła.

Musiałam zamknąć bloga na pewien czas. Ale już jestem

  • Napisane 2 sierpnia 2016 o 07:50

Potrzebne mi było zamknięcie bloga. Nie chciałam aby ktoś to wszystko czytał. Znał moje myśli. Dlatego zniknęłam na pół roku.

Już sobie wszystko poukładałam i a chwil kilka napiszę wszystko co się da. Proszę o cierpliwość.

A są to tylko DOBRE informacje :)

Na ile wystarcza cierpliwości? !

  • Napisane 16 lutego 2016 o 09:07

Czasem ogarnia mnie taki smutek. Totalny brak nadziei, że to się kiedykolwiek wydarzy.
Mam tak dzisiaj. Brakuje mi już łez. Tak marzę o magicznym telefonie. A on uporczywie milczy. Każdego dnia milczy. A kiedy już się odzywa – innym dzwonkiem niż ten ustawiony na magiczną wiadomość, jestem zawiedziona, zniecierpliwiona.
Na ile wystarcza człowiekowi cierpliwości? ! Czy czekanie 17 miesiecy to akurat czy jeszcze za mało? !
Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie dostają dzieci w trakcie trwania kursu, a inni czekają po jeszcze kupę czasu.
Wiem, że pary z mojego kursu też czekają na dziecko. Na swoje wymarzone, upragnione. I nic.
Wysyłamy do siebie smutne smsy, aby dryga strona chociaż na chwilę ukoiła nasz ból. Bo kto rozumie co czujemy?! Tylko my…
Życzę sobie i naszym współkursowiczowm błyskawicznego telefonu. Szczęśliwego rozwiązania. Zajmiemy się tymi maluchami jak nikt inny. Bedziemy je szanować i doceniać.
Słowo!
Tylko prosimy o szansę.

Walentynki we dwoje. Nadal

  • Napisane 14 lutego 2016 o 11:39

Spędzamy kolejne walentynki tylko we dwoje. Chociaż jest nadzieja… że każde kolejne święto będzie juz w trójkę.

Czekanie jest jak kara

  • Napisane 12 lutego 2016 o 12:41

Czekanie na ten upragniony telefon bardzo się dłuzy. Szukam sposobów żeby nie myśleć i żeby szybciej mijało. Oto jeden z nich. Kupiłam sobie kolorowanke dla dorosłych. I koloruje. Myśli trochę jednak uciekają… a po ilości pokolorowanych obrazków, widzę upływający czas… czas bez dziecka.

Czekamy na dziecko. Ciąża trwa 17 miesięcy

  • Napisane 10 lutego 2016 o 15:51

Nie pisałam…

Nie chciałam.

Bolało. Nadal boli, ale już przywykłam do czekania. Pierwszy tydzień był okropny. Od tego, że telefon nie dzwonił, a ja chciałam, bolało całe ciało. Czułam tęsknotę za dzieckiem, którego jeszcze pewnie nie ma na świecie. Czułam fizyczny ból.

Już przywykłam do czekania. Wiem, że muszę być cierpliwa, bo czeka na mnie największa nagroda. Ale nie jest to łatwe.

Pomagają nam w tym ludzie z kursu – tak jak my czekają. Wygląda na to, że z naszej grupy jeszcze nikt nie ma dzieci… Wszyscy robią to samo – czekają.

Ile jeszcze potrwa ta ciąża?! Czekam cierpliwie…. każdego dnia w gotowości z telefonem w kieszeni, w kiblu, w łóżku, w kuchni.

Dam radę… nie jestem sama.

Papierologia załatwiona. Czekamy na ten wymarzony telefon

  • Napisane 29 stycznia 2016 o 10:52

Zebraliśmy wszystkie potrzebne dokumenty. Uczestniczyliśmy we wszystkich kursach, które były wymagane. Praktyki mamy zaliczone. Pozostaje nam tylko czekać na TELEFON. Na magiczny telefon, który może zadzwonić każdego dnia…

Wyprawka przygotowana. Łóżeczko czeka, wózek zamówiony, fotelik samochodowy i koła do niego w gotowości, przewijak, pokrowce na przewijak, wanienka, żel do kąpieli, kremy, pieluchy, chusteczki, pościel, poszwy, rożki sztuk 2, organizer na łóżeczko, śpiworki, body, pajace, kaftaniki, spodenki, bluzy, śpiochy, skarpetki, buciczki, podgrzewacz, butelki, smoczki, zabaweczki i grzechotki, nowa komoda na rzeczy, krem na odparzenia i cała reszta o której zapomniałam.

Ale przede wszystkim… czekają nasze serca, nasze chęci, nasza miłość, nasz dom, nasza rodzina.

Mam sinusoidę uczuć… od euforii, po gigantyczny strach. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Po pierwsze boję się, że biologiczna matka najpierw podaruje nam cud, a potem go odbierze. Po drugie boje się wywrócenia mojego uporządkowanego świata. Po trzecie boję się nowej sytuacji. A z drugiej strony już czekam na wspólne spacery, kąpiele, zdjęcia w każdej możliwej sytuacji, wizyty u lekarzy, zmienianie pieluch i zastanawianie się czy ten kolor kupki jest aby przypadkiem odpowiedni… :)

Od września 2014 roku czekamy już tak konkretnie, ale teraz wiem, że to czekanie zbliża się do końca. Do szczęśliwego finału, i aż sama nie wierzę…

Trzymajcie za nas kciuki…